Posty otagowane frazą ‘reklama’

o2 traktuje internautów jak …. bydło?

Napisany 21 września 2009

Choć zwykle piszę pozytywnie o innych, staram się przyjmować łagodne i optymistyczne spojrzenie, to tym razem ciężko mi zachować „przyjazność”. Od czasu do czasu zdarza mi się komentować rzeczywistość polskiego internetu – przykładem może być choćby dyskusja o podbij.pl. Tym razem chciałbym wyrazić (mocno subiektywnie, bo w końcu jest to blog) zdanie na temat sławnych już akcji mailingowych O2.pl.

Serwis znany wszystkim. Wiele różnych serwisów pochodnych, jedno z popularniejszych w Polsce kont pocztowych. Jednak, pomijając niskiej jakości treść wielu spośród serwisów (są i takie, które czytam – choć chyba przestanę), boli mnie reklama jaką stosuje O2. I boli mnie, że internauta jest chyba traktowany jak złoże, które należy wyeksploatować wszystkimi możliwymi sposobami.

Ale zacznijmy od początku…

1. Irytująca (choć nie takie słowa chodzą mi po głowie) reklama wyskakująca na cały ekran. To nie dość że irytujące dla użytkowników, to chyba uderza wręcz w markę reklamodawcy. Bo być może jestem w tym sam, ale jeśli ktoś utrudnia mi życie, to ja celowo tej osobie życia nie ułatwię…

Jaki jest więc sens wydawać kilkadziesiąt złotych(CPM) na utrudnianie komuś życia? Pytanie dla reklamodawców i dla O2 – które ten model reklamy oferuje.

2. Reklama w modelu PPM – to irytuje mnie jako osobę korzystającą z AdSense (w przyszłości również Adwords). Taki model rozliczeń w połączeniu z cennikiem O2 – polecam obejrzeć cennik – jest dużo zawyżony w porównaniu z tym, co ktoś może osiągnąć choćby z wykorzystaniem AdTaily (które choć dalekie moim zdaniem od ideału, to jednak może mieć spore atuty dla reklamodawcy). Promowanie modelu biznesowego pod tytułem „walnijmy se reklamę za 30000 zł” tak z rozmachem, ale czy skutecznie? Model CPM z pewnością odpowiada O2 – pytanie czy użytkownicy i reklamodawcy są zadowoleni.

3. Reklama e-mail. To de facto powód dla którego w ogóle opisuję swoje niezadowolenie. Po pierwsze tych reklam otrzymuję mnóstwo. Ale to jeszcze jestem w stanie zrozumieć. Taki jest w końcu koszt posiadania konta pocztowego na O2. Co prawda znów mi się żal reklamodawców robi, bo w ciągu ostatniego roku nie przeczytałem chyba żadnego e-maila pochodzącego właśnie z reklamy na O2 – ale to już inna kwestia. To, co mnie denerwuje na tyle, by opisywać to na Power Blogu, to fakt, że O2 podążając za amerykańskimi trendami zaczyna mi wysyłać informacje typu „re:”. I to jest dla mnie chamstwo.

Nie dość, że jest to uciążliwe, to na dodatek nieuczciwe wobec mnie. Choć filtry usuwają SPAM reklamujący różne nielegalne środki, to spamowanie mi skrzynki równie nieprzyjemnymi metodami ma być całkowicie w porządku, jeśli robi to sam serwis pocztowy? Nie, to nie jest w porządku.

Zapewne serwisy typu O2, jak i reklamodawcy, widzą że samo wpychanie nogi między drzwi a framugę już nie działa. Zamiast jednak pomyśleć (co najwyraźniej boli) i zacząć rozmawiać z klientami (komunikacja to taka dziwna funkcja internetu, o której wielu marketingowców nie pamięta), najwyraźniej postawiono na więcej brutalności. Pewnie skuteczne, ale na jak długo?

Bo kiedy nawet starszy – mniej aktywny użytkownik internetu – przestanie reagować na „re:”, to co będzie następne? „Legalne trojany”? A może rzekomy e-mail od osoby, którą mam na liście adresowej? To już zależy od inwencji ludzi, którzy chcą mi utrudnić życie.

Ale serwis musi na czymś zarabiać! Takiej uciążliwej reklamy Facebook nie robi, Google także tego nie robi. I chyba nikt inny tego nie robi (poza innymi serwisami tego typu). Więc chyba jednak można reklamować bez chamstwa – i nadal być w branży.

Przepraszam za emocjonalny wydźwięk tego tekstu(zastrzegam że to moja prywatna opinia). Jeśli ktokolwiek poczuł się urażony, to ma prawo tak samo jak ja opisać chamstwo O2 na swoim blogu 😉

e-commerceStandard 2009

Napisany 18 września 2009

Wygrałem w konkursie u Mediafuna wejściówkę na konfernecję e-commerceStandard. Muszę przyznać „It made my day” (uszczęśliwiło mnie to). Po pierwsze takie konferencje to sporo wiedzy, jeszcze więcej kontaktów, a czasem nawet jakiś biznes można popchnąć, po drugie 1200 zł piechotą nie chodzi, a przy napiętym harmonogramie szkoleń i konferencji nie na wszystko starczy kasy.

Jest to więc podwójny sukces. A żeby się nim podzielić oto krótka relacja z tego co było pierwszego dnia konferencji.

1.  Przedstawiony został raport, dotyczący polskiego rynku e-commerce. Raport ciekawy – warto przeczytać go samemu – jest dostępny na stronie Internet Standard – samemu nie będę rozwijał tematu – znacznie więcej można przeczytać samemu.

2. Dwaj przedtawiciele Gemius pokazali swoje wyniki badań i wnioski dotyczące polskiego e-commerce za najważniejsze punkty ich wystąpienia uznałbym zdefiniowanie problemów konsumentów

  • Czas oczekiwania
  • Brak dostępnego produktu
  • Problemy z gwarancją
  • Brak poszukiwanych informacji na temat produktu

3. Pan Tomasz Chmielecki przekazał odrobinę informacji na temat funduszy unijnych na rozwój usług internetowych(usługi nie obejmują sfery e-commerce). – web.gov.pl – tu można znaleźć wiele informacji na ten temat

4. Case study – konsolidacja rynku – połączenie się wakacje.pl i easygo.pl – w dwóch podpunktach:

  • Co dwóch to nie jeden -większe możliwości, większy rynek
  • Dwie firmy działające w tej samej branży mogą mieć całkowicie różne podejścia, grupy docelowe i metodyki prowadzenia działalności, nawet jeśli na pozór są bardzo podobne.

5. Bao.pl – Na ten temat napiszę oddzielny wpis – jestem na tyle zainteresowany tematem, że z pewnością będę drążył go dalej. A Ciebie czytelniku niech zżera ciekawość.

6. Merlin.pl – Pani prezes przekazała wyjątkowo dużo merytorycznej wiedzy, dotyczącej segmentacji rynku, oraz pokazała na przykładzie merlina jakie działania można podjąć by dotrzeć do wybranego segmentu – grupy klientów o największym potencjale. Warto poczytać prezentację (powinny być za jakiś czas udostępnione).

7. Dom zdrowia.pl – o tym jak w Polsce trudno jest prowadzić aptekę sprzedającą towar przez internet  a w tym:

  • Specyfika rynku
  • Pułapki prawne
  • Czarny rynek
  • Dalsze perspektywy

8. Meble.pl – w olbrzymim skrócie jest to ciekawa platforma, umożliwiająca producentom prezentację towaru odbiorcy na korzystnych dla obu stron zasadach. W jednym miejscu wielu producentów może spotkać wielu klientów, którzy dzięki odpowiednim narzędziom mogą łatwo znaleźć to czego szukają – nie należy kojarzyć tego z allegro, jest to inny model współpracy.

9. DotPay – o płatnościach w internecie, na co zwracać uwagę. Co charakteryzuje profesjonalną firmę agregującą płatności, jakie funkcjonalności są szczególnie atrakcyjne.

10. Action – potężny system logistyczny dla osób które chcą tworzyć e-commerce bez własnej bazy zaopatrzenia. Dość wysoki próg wejścia, gwarantuje, że rynku nie zepsuje pojawienie się 100000 identycznych sklepów z takimi samymi cenami. Bardzo ciekawa koncepcja ultranowoczesnego magazynu i centrum wysyłki – kto wie, być może przyszły potentam e-commerce.

11. Inpost – podobnie jak w przypadku bao – sprawa warta osobnego rozwinięcia. Projekt01 wygląda bardzo ciekawie, mam nawet pomysł jak wykorzystać go w podróżach(więcej w osobnym wpisie).

12. AB – kilkunastominutowa przerwa reklamowa.

13. Ruch i nowy sposób na odbieranie paczek – w kiosku! Ma to swoje zalety (duża ilość punktów odbioru towaru), ma to swoje wady – czy zaufam Pani Zosi z kiosku zostawiając pod jej opieką mój nowy dysk twardy? Główny jeśli nie jedyny konkurent dla InPost. Przewaga zaplecza i „masy”, ale brak w tym finezji i gadżeciarstwa które oferuje InPost. Jestem młodym facetem więc wole nowinki techniczne, pytanie jak dużo klientów podziela moje zdanie.

To tyle po pierwszym dniu konferencji.

Ps: Miły akcent stanowiła wzmianka o PowerBlogu (napisałem coś na flakerze) wyświetlona na ścianie przez 60% czasu konferencji – miło 😉

Michał Ksiądzyna – Topmenedzer.pl – Wywiad

Napisany 30 marca 2009

 W ramach PowerBloga lubimy przeprowadzać wywiady, tym razem zadałem kilka pytań Michałowi Ksiądzynie, autorowi stopniowo zyskującego popularność (w bardzo imponującym tempie) serwisu topmenedzer.pl.

1. Skąd pomysł na blog o zarządzaniu?
Od dawna interesuję się tą dziedziną, poza tym uznałem bloga za dobry sposób na utrwalenie wiedzy i poszerzenie horyzontów. Nie myliłem się. Od czasu, kiedy wystartowałem wiele się nauczyłem dzięki prowadzeniu bloga – www.topmenedzer.pl

2. Dlaczego tworzysz ten blog? – Co Cię motywuje?
Jest to pewna forma wyżycia się intelektualnego z korzyścią dla mnie i dla czytelników. Gdzieś tam we mnie tkwiła potrzeba, aby dzielić się tym co wiem. A blog to bardzo fajny sposób na zaspokojenie tej potrzeby. Zwłaszcza, że słowo pisane już dużo bardziej trwałe od mówionego.

3. Pod jakim kątem wybierasz tematykę wpisów?
Co jakiś czas zostaję porażony piorunem kreatywności :) Czy to na konferencji, czy to podczas rozmowy lub lektury książki. Dalej pomysł dojrzewa i w końcu zostaje przelany na artykuł. Tak przynajmniej powstają te wpisy, które dostają najlepsze oceny i są często komentowane. Inna kategoria to wpisy, które powstają jako część „większego planu” – np. te o analizach strategicznych. Piszę je, ponieważ wiem, że takiej wiedzy poszukują czytelnicy, a mają one zaspokoić po prostu ich potrzebę zdobycia wiedzy na określony temat.

Taka konferencja „rze muwie WOMM” -wrażenia

Napisany 28 marca 2009

Dziś odbyła się konferencja zorganizowana przez Macieja Budzicha (www.mediafun.pl) – dotycząca marketingu szeptanego, szemranego, spamu itp.  Czyli ogólnie tego, jak agencje reklamowe odchodząc od tradycyjnego wyrzucania pieniędzy w błoto pieniędzy klientów na wielkie i omijane przez klientów akcje, a zamiast tego próbują nowych metod, z różnym skutkiem….

Temat dla mnie osobiście ważny, bo PowerBlog.pl doświadczył takiego szemrania w artykułach dotyczących podbij.pl – ale o tym wkrótce, choć nie w tym wpisie.

Co ważnego zostało powiedziane?

Dość dużo uwagi poświęcono określeniu, czym owy marketing szeptany(WOMM) jest wg. definicji, jak wygląda w praktyce, a jak nie powinno się tego robić. Przede wszystkim, właściwym marketingiem szeptanym możemy nazwać działania, które skłaniają osoby wpływowe w swoich środowiskach, do rozmów na temat marki. Koniec. Bez żadnego zaśmiecania, spamowania, kłamania i obrzucania konkurencji śmieciami. Marketing szeptany ma skłonić ludzi do naturalnych rozmów na temat marki, inne działania, np. podszywanie się pod użytkowników i pisanie fałszywych informacji, nie są częścią WOMM.

Jak zwiększyć klikalność w reklamy na stronie?

Napisany 11 lutego 2009

Z tym problemem mam do czynienia od jakiegoś czasu. Dlatego postanowiłem zapytać o to eksperta. Oto, co na ten temat, napisał (specjalnie dla PowerBlog.pl) Krzysztof Lis, autor zarabianie-na-blogu.pl:

Jeśli chcesz zarabiać na swojej stronie internetowej, możesz sprzedawać na niej jakieś produkty albo je reklamować. Często reklamy rozliczane są za kliknięcia albo w formie prowizji od złożonego zamówienia. Warto więc zoptymalizować je tak, by tych kliknięć (i pieniędzy) było jak najwięcej.

Dopasowanie tematyczne reklam do treści

Reklamy mają sens wtedy, gdy są powiązane tematycznie z treścią witryny, w której je umieszczono. Wtedy są one traktowane przez czytelników trochę jako dodatkowe źródło informacji. Czytając recenzję jakiejś gry komputerowej prędzej kliknę w reklamę sprzedaży tej gry w jakimś sklepie internetowym, niż w reklamę promującą program do nauki języków obcych. Dlatego tak wielką popularnością cieszą się systemy tzw. reklamy kontekstowej, które automatycznie dopasowują treść reklam do treści stron internetowych. Przykładem takiego systemu, bardzo popularnego w Polsce, jest Google AdSense.

Jeśli reklamy dobierasz ręcznie, staraj się unikać tych, które nie pasują do treści strony. Nie ma sensu reklamować kredytów mieszkaniowych w artykule ze wspomnianą recenzją gry. Nawet mimo faktu, że za jeden kredyt można łatwo zarobić kilka tysięcy złotych prowizji. Prawdopodobieństwo naliczenia takiej prowizji w kompletnie niepowiązanym tematycznie serwisie jest bardzo małe. Dlatego lepiej promować coś, co będzie klikane częściej, choć przy niższym jednostkowym wynagrodzeniu.

RemaDays 2009 – Bluetooth Marketing

Napisany 10 lutego 2009

Dziś był pierwszy dzień targów RemaDays – olbrzymi event branży reklamowej. Na temat tego gdzie odbywają się targi można poczytać tutaj.

Oczywiście jak to na każdych targach, także i tutaj znaleźć można mnóstwo stanowisk, które prezentują dokładnie te same usługi. Można było więc rozróżnić kilka typów działalności, które zajmowały całe targi. Mieliśmy zatem nadruki na ubraniach – ubrania robocze itp. Gadżety reklamowe (masowe i bardziej ekskluzywne), systemy prezentacji, reklamę wizualną, wydruk itp. Na tle tych wszystkich stoisk kilka wyróżniało się unikatowym wykonaniem lub pomysłem – niespotykanym nigdzie indziej.

Jednym z takich pomysłów, które przykuły moją uwagę, był bluetooth marketing.

O co chodzi? O wykorzystanie bluetooth do przesyłania materiałów reklamowych bezpośrednio na telefon potencjalnego klienta.

Może być to zarówno dzwonek, zdjęcie jak i aplikacja w Javie. Możemy w ten sposób szeroko promować się wśród okolicznych użytkowników komórek.

Jak jest to realizowane? Przez małą skrzyneczkę, która wyszukuje wszystkie telefony z aktywnym bluetooth w okolicy i wysyła zapytanie, czy chcą oni otrzymać plik. Po otrzymaniu zgody, plik jest transferowany, a reklamodawca uzyskuje dostęp do klienta. Sprytne, prawda?

Co podoba mi się w tej idei? Przede wszystkim innowacyjne (moim zdaniem) wykorzystanie technologii, dla której szczerze mówiąc do tej pory nie widziałem szczególnego zastosowania. Nie potrzebuję na co dzień wysyłać plików między komórkami, więc mój bluetooth jest wyłączony. Jednak wykorzystanie takiej technologii, rzeczywiście może pomóc pozyskać klientów, zwłaszcza w galeriach handlowych.

Co mi się nie podoba w tym pomyśle? Sam bluetooth. Uważam, że technologia ta jest zbyt słabo zabezpieczana, i bardzo często wykorzystuje się ją do włamań na telefony komórkowe. Zastosowanie jej w marketingu to dobry pomysł, nie skłoni mnie jednak by pozostawiać bluetooth włączony, a wszystkim odradzam, by korzystali na okrągło z tej technologii (uruchamiam ją wyłącznie na czas przesyłu). Drugą kwestią może być odbiór takich działań przez użytkowników komórek, ale wątpię, by kupon rabatowy uraził kogokolwiek, kto dostanie go właśnie poprzez bluetooth.

Sama idea na tyle ciekawa, że warto się nad nią zastanowić. Więcej na ten temat można przeczytać tutaj.