Archiwum z miesiąca Luty, 2009 roku

Czy sama wiedza wystarczy aby osiągnąć sukces?

Napisany 25 lutego 2009

Nigdy przedtem informacja nie była tak dostępna. Każdy kto ma dostęp do sieci, może uzyskać prawie całą wiedzę dostępną ludzkości, nie ruszając się miejsca.
Czy jednak, możliwość poznania niemal każdego zagadnienia, dostęp do materiałów, szkoleń i prac naukowych samo w sobie zapewni nam sukces? Z pewnością nie.

Nadmiar informacji, może być wręcz paraliżujący. Zwłaszcza, gdy dany temat omawiany jest z kompletnie różnych punktów widzenia, sprzecznych ze sobą. Samo przyswojenie informacji może doprowadzić do powstania „mieszanki wybuchowej”. Łącząc ze sobą coraz więcej wiedzy, możemy zatracić bardzo ważny element: przełożenie tej wiedzy na praktykę.

Era selektywnego doboru informacji.
O ile do tej pory problem stanowił dostęp do wiedzy, obecnie większe wyzwanie stanowić może efektywny wybór tych informacji, na których chcemy oprzeć nasze działania.

Liczy się tu zarówno pewność źródła, jak i przystępność materiałów. Oczywiście praca profesora, może zawierać więcej cennych szczegółów niż artykuł w gazecie, ale przyswojenie treści z artykułu zajmie nam dużo mniej czasu niż przeczytanie pracy naukowej.

Przy rosnącej ilości źródeł, nie bez znaczenia pozostaje także sprawdzenie spójności docierających do nas informacji. Możemy polegać już na jakimś źródle, ale jeśli np. zostanie pominięty szczegół jakiegoś omawianego rozwiązania, to choć sama idea jest dobra, może zakończyć się katastrofą.

Jakie mamy źródła? Telewizję, radio, gazety, Internet, książki, prace naukowe, czy rozmowy z ekspertami. Każde źródło ma swoje zalety i wady. Internet, najbardziej przyjazny wyszukiwaniu treści, może być najmniej wiarygodny, za to prace naukowe, zwykle najbardziej wiarygodne (ze względu na dość ścisłe reguły prowadzenia badań), nie są najbardziej przystępne.

Pracować mniej, ale lepiej

Napisany 18 lutego 2009

Do sukcesu bez żadnej pracy? Moim zdaniem to mit. Jednak zgadzam się z wieloma „znawcami” – czyli autorami książek o sukcesie, że tym co prowadzi do celu nie jest ilość pracy.

Decydujące czynniki, od których zależy realizacja danego marzenia to moim zdaniem:

  • Jak efektywnie wykorzystujesz czas pracy- to jak bardzo skupiamy się na innych, nieistotnych zajęciach.
  • Ile czasu marnujesz, tracąc nie tylko czas, ale i siły, zapał, gotowość do działania.
  • Jak bardzo jesteś skupiony/na na celu – czy działasz konkretnie, czy też wykonujesz mnóstwo niepotrzebnych działań przy okazji – np. rozwijając szczegóły projektu, które są de facto nieistotne. Nie chodzi tu o marnowanie czasu pracy, ale o strategiczne działanie w niewłaściwym kierunku.
  • Czy stawiasz sobie bariery – tych barier jest wiele. Ograniczając swoją kreatywność, wytracając pewność siebie na drobnych porażkach, możesz skutecznie sabotować realizację swoich marzeń.
  • Czy na prawdę chcesz osiągnąć to, do czego dążysz – ciężko jest pracować, działając wbrew samemu sobie.
  • Czy pracujesz sam, czy też współpracujesz z innymi – często cele przekracza możliwości jednego człowieka.
  • Czy Twoje cele oparte są na pragnieniach, czy wyolbrzymionych zachciankach – cele mogą być dalekie, ale powinny być realne.

Oprócz samej wydajności naszej pracy i ukierunkowania na cel, duże znaczenie moim zdaniem ma nasza postawa. Gotowość podjęcia wytrwałego wysiłku i odłożenia własnych korzyści w czasie. Czasem wręcz porzucenia swojej aktualnej, komfortowej sytuacji. Historie ludzi, którzy odnieśli sukces, czy to finansowy, czy też społeczny lub polityczny, nigdy nie są proste. Mało kto doszedł do fortuny, ot tak. Wielu obecnych milionerów miało w swoim życiu okres, kiedy nie myśleli o inwestycjach, tylko o przetrwaniu. Droga do spełnienia marzeń to nie tylko „wyobraź sobie a spadnie Ci z nieba” ani „zrób tak, żeby nic nie robić”. Nawet właściciele firm, którzy mogą odpoczywać, podczas gdy ich biznes działa, dochodzą latami do tego stanu.

Robert Kiyosaki poleca: Jak inwestować w nieruchomości?

Napisany 17 lutego 2009


Dosłownie kilkanaście minut temu otrzymałem od Instytutu Praktycznej Edukacji informację o tym, że wydana została nowa książka – jej okładkę możesz zobaczyć obok (swoją drogą książka naprawdę interesująca – wiem, bo czytałem w oryginale kilkanaście tygodni temu). Zbiegło się to w czasie z sytuacją, którą mamy aktualnie na rynku – słabnąca złotówka oraz spadające na łeb na szyję indeksy giełdowe. Tylko dzisiaj WIG20 stracił na wartości 7.52% zaś WIG 6.65%. Chyba nie sposób pozostawić to bez komentarza. Tym bardziej, że tą sztuczną panikę wywołują sami "inwestorzy" – cudzysłów nie jest tutaj bez znaczenia :-) Jak zerknąłem sobie na kursy walut oraz notowania akcji, to pomyślałem "Do diabła, czas wreszcie coś z tym zrobić!" Ale z czym? – zapytasz. No właśnie… Wszakże nie od dziś wiadomo, że prawdziwi inwestorzy zarabiają bez względu na sytuację rynkową. Czy sam się do nich zaliczam? O tym za chwilę – na razie chciałbym jednak przedstawić Ci ideologię Roberta Kiyosaki – jestem pewny, że – o ile jeszcze o niej nie słyszałeś – spodoba Ci się!

Robert Kiyosaki zasłynął z napisania serii książek o przewrotnym tytule "Bogaty Ojciec, Biedny Ojciec". Jedna z części nosi tytuł "Kwadrant przepływu pieniędzy". Kiyosaki dzieli w niej nasze społeczeństwo na cztery części:

P – osoby pracujące na tzw. etacie
S – samozatrudnieni, czyli osoby wykonujące wolne zawody (lekarze, prawnicy itd.)
B – właściciele systemowych biznesów
I – inwestorzy

Jak się okazało P + S = 90% społeczeństwa, natomiast B + I stanowią pozostałe 10% osób. Jakby tego było mało, owe 90% społeczeństwa ma tylko 10% światowego kapitału, zaś te nieliczne 10% ludzi całą resztę. Chyba nie muszę pytać o to, w której grupie chciałbyś się znaleźć? Mam dla Ciebie dwie wiadomości i obie są dobre. Pierwsza jest taka, że każdy ma równe szanse przedostania się do grupy B lub I. Druga natomiast jest jeszcze lepsza – to wcale nie jest takie trudne! Gdy klikniesz na okładkę znajdującą się powyżej lub po prostu w ten link, to przeniesiesz się na specjalną stronę z publikacją, z którą koniecznie powinieneś się zapoznać. Wprowadzi Cię ona w tajniki inwestowania w nieruchomości, chociaż wiedza tam zawarta jest znacznie szersza i bardziej przydatna.

Zapewne myślisz sobie teraz "Chyba tylko ostatni głupiec inwestowałby w cokolwiek na dzisiejszym, niebezpiecznym rynku!". Gdy przeczytasz książkę "Jak inwestować w nieruchomości?", to zrozumiesz, że są to naprawdę złote czasy i właśnie TERAZ jest najlepszy moment na wszelkie inwestycje. Nieruchomości nie są prawdę mówiąc moją branżą (jeszcze nie), ale… Na początku lutego uruchomiłem subbloga, który dotyczy branży, którą od wielu lat się zajmuję – a mianowicie są to zakłady bukmacherskie. Niektórzy uważają, że to jest szaleństwo. W moim odczuciu wręcz przeciwnie – znakomite źródło do lokowania kapitału. O ile oczywiście robi się to umiejętnie.

Chciałbym teraz, aby odwiedził tę stronę i zapoznał się z jej zawartością. Być może okaże się, że Ciebie również kręci taka tematyka i będziemy mogli wspólnie stworzyć niezniszczalny i jeszcze bardziej dochodowy system niż ten, na którym pracuję teraz. Czemu o tym piszę? No cóż, ludzie zabijają się o zyski 15 – 20% rocznie. Myślę, że 2500% brzmi znacznie bardziej zachęcająco. Strona do której link podałem jest czysto informacyjna, ale zamierzam ją znacznie rozbudować i już wkrótce będzie się na niej sporo działo.

Ogólnie rzecz biorąc Power Blog w tej chwili przechodzi coś, co ja nazywam "cichą transformacją". Nie widać jeszcze zmian, ale mamy już nowe logo, nowy autorski wygląd szaty graficznej i pomysł na zupełnie innowacyjną formułę bloga. Zmiany będą bardzo pozytywne i już wkrótce będziesz mógł na własnej skórze tego doświadczyć. Między innymi stąd pomysł na subblogi – pierwszy już znasz, reszta niebawem.

Zadanie na teraz (nie jutro i nie zaraz). Wejdź na stronę książki "Jak inwestować w nieruchomości?" i już teraz zainwestuj w swój egzemplarz. Gwarantuję Ci, że będzie to w pełni opłacalna decyzja, który przyniesie Ci wysoki zwrot – zarówno na poziomie finansowym, jak i mentalnym. A wbrew pozorom ten drugi rodzaj inteligencji jest zaskakująco ważny i – choć to przykre – ciągle jeszcze kuleje w świadomości Polaków. Ale będzie coraz lepiej! Tego jestem pewny i tym optymistycznym akcentem zakończę wpis.

Koniec Wall street: dlaczego do tego doszło? (wideo)

Napisany 15 lutego 2009

Poniżej przedstawiam rewelacyjny film Wall street: Why it happened. O tym, jak runął Amerykański system finansowy. Jest to tylko krótkie omówienie tematu kryzysu. Ale zdecydowanie polecam obejrzeć ten film.

Niestety film w wersji angielskiej (z angielskimi napisami).
Film w trzech częściach

Jak zwiększyć klikalność w reklamy na stronie?

Napisany 11 lutego 2009

Z tym problemem mam do czynienia od jakiegoś czasu. Dlatego postanowiłem zapytać o to eksperta. Oto, co na ten temat, napisał (specjalnie dla PowerBlog.pl) Krzysztof Lis, autor zarabianie-na-blogu.pl:

Jeśli chcesz zarabiać na swojej stronie internetowej, możesz sprzedawać na niej jakieś produkty albo je reklamować. Często reklamy rozliczane są za kliknięcia albo w formie prowizji od złożonego zamówienia. Warto więc zoptymalizować je tak, by tych kliknięć (i pieniędzy) było jak najwięcej.

Dopasowanie tematyczne reklam do treści

Reklamy mają sens wtedy, gdy są powiązane tematycznie z treścią witryny, w której je umieszczono. Wtedy są one traktowane przez czytelników trochę jako dodatkowe źródło informacji. Czytając recenzję jakiejś gry komputerowej prędzej kliknę w reklamę sprzedaży tej gry w jakimś sklepie internetowym, niż w reklamę promującą program do nauki języków obcych. Dlatego tak wielką popularnością cieszą się systemy tzw. reklamy kontekstowej, które automatycznie dopasowują treść reklam do treści stron internetowych. Przykładem takiego systemu, bardzo popularnego w Polsce, jest Google AdSense.

Jeśli reklamy dobierasz ręcznie, staraj się unikać tych, które nie pasują do treści strony. Nie ma sensu reklamować kredytów mieszkaniowych w artykule ze wspomnianą recenzją gry. Nawet mimo faktu, że za jeden kredyt można łatwo zarobić kilka tysięcy złotych prowizji. Prawdopodobieństwo naliczenia takiej prowizji w kompletnie niepowiązanym tematycznie serwisie jest bardzo małe. Dlatego lepiej promować coś, co będzie klikane częściej, choć przy niższym jednostkowym wynagrodzeniu.

RemaDays 2009 – Bluetooth Marketing

Napisany 10 lutego 2009

Dziś był pierwszy dzień targów RemaDays – olbrzymi event branży reklamowej. Na temat tego gdzie odbywają się targi można poczytać tutaj.

Oczywiście jak to na każdych targach, także i tutaj znaleźć można mnóstwo stanowisk, które prezentują dokładnie te same usługi. Można było więc rozróżnić kilka typów działalności, które zajmowały całe targi. Mieliśmy zatem nadruki na ubraniach – ubrania robocze itp. Gadżety reklamowe (masowe i bardziej ekskluzywne), systemy prezentacji, reklamę wizualną, wydruk itp. Na tle tych wszystkich stoisk kilka wyróżniało się unikatowym wykonaniem lub pomysłem – niespotykanym nigdzie indziej.

Jednym z takich pomysłów, które przykuły moją uwagę, był bluetooth marketing.

O co chodzi? O wykorzystanie bluetooth do przesyłania materiałów reklamowych bezpośrednio na telefon potencjalnego klienta.

Może być to zarówno dzwonek, zdjęcie jak i aplikacja w Javie. Możemy w ten sposób szeroko promować się wśród okolicznych użytkowników komórek.

Jak jest to realizowane? Przez małą skrzyneczkę, która wyszukuje wszystkie telefony z aktywnym bluetooth w okolicy i wysyła zapytanie, czy chcą oni otrzymać plik. Po otrzymaniu zgody, plik jest transferowany, a reklamodawca uzyskuje dostęp do klienta. Sprytne, prawda?

Co podoba mi się w tej idei? Przede wszystkim innowacyjne (moim zdaniem) wykorzystanie technologii, dla której szczerze mówiąc do tej pory nie widziałem szczególnego zastosowania. Nie potrzebuję na co dzień wysyłać plików między komórkami, więc mój bluetooth jest wyłączony. Jednak wykorzystanie takiej technologii, rzeczywiście może pomóc pozyskać klientów, zwłaszcza w galeriach handlowych.

Co mi się nie podoba w tym pomyśle? Sam bluetooth. Uważam, że technologia ta jest zbyt słabo zabezpieczana, i bardzo często wykorzystuje się ją do włamań na telefony komórkowe. Zastosowanie jej w marketingu to dobry pomysł, nie skłoni mnie jednak by pozostawiać bluetooth włączony, a wszystkim odradzam, by korzystali na okrągło z tej technologii (uruchamiam ją wyłącznie na czas przesyłu). Drugą kwestią może być odbiór takich działań przez użytkowników komórek, ale wątpię, by kupon rabatowy uraził kogokolwiek, kto dostanie go właśnie poprzez bluetooth.

Sama idea na tyle ciekawa, że warto się nad nią zastanowić. Więcej na ten temat można przeczytać tutaj.